Cześć!
Jeżeli miałabym wybrać jezioro, nad które jeżdżę najczęściej byłoby to Miedwie. Nie mam tam super dalekiej drogi, pół godziny samochodem i jestem na miejscu. W sezonie jest może dość tłoczno, ale co tam. Nad morzem przecież też jest pełno ludzi, trudno :-)
Miedwie ma tą zaletę, że można się wylegiwać na trawie, lub jak kto woli na piasku. Dodatkowo są tu organizowane eventy, na przykład co roku odbywa się tu maraton rowerowy wokół jeziora.
Jest też deptak z dużą ofertą gastronomiczną, wypożyczalniami sprzętu wodnego i ośrodkami wypoczynkowymi. Jeżeli szukacie miejsca, w którym można wypocząć nad wodą i jednocześnie nie być odciętym od cywilizacji, to będzie dobry wybór.
Do niedawna zawsze wybierałam piaszczystą plażę, ostatnio jednak szukam wolnych platform odchodzących od molo.
Woda nie jest tu może super przejrzysta, ale i ryby udaje się dostrzec. Mieszka tu naprawdę sporo gatunków.
A spacerując po trawiastych terenach można spotkać przy brzegu ślimaki.
Kiedyś myślałam, że aby obserwować przyrodę muszę jechać gdzieś za miasto. Nic bardziej mylnego :-) Popatrzcie tylko jakie zdjęcia można zrobić wychodząc zaledwie przed blok. A dodam, że mieszkam w centrum miasta.
A to moi sąsiedzi. Ta para uwiła sobie gniazdo na drzewie, na które mam idealny widok z okna :-)
Na zdjęciu tylko jeden ptak, gdyż jego partner zajęty był zbieraniem materiałów budowlanych :-)
Życzę udanego wieczoru :-)
croak :-*
czwartek, 10 września 2015
środa, 9 września 2015
Owady i Woliński Park Narodowy
Cześć!
Uwielbiam fotografować owady z bliska. Mimo, że nie należę do osób, które bezstresowo pozwalają po sobie chodzić pająkom, mrówkom i podobnym stworkom :-) Mam chyba bardzo wrażliwą skórę, bo wyczuwam na niej nawet roztocza :-P Dobrze, że ich nie widać gołym okiem, bo to dopiero paskudy.
Marzy mi się odpowiedni obiektyw... Chyba wtedy chodziłabym z nosem przy ziemi. Przecież owady są takie piękne. No cóż, marzenia marzeniami ale na razie muszę sobie radzić z takim sprzętem jaki mam.
Motyle są tak niewyobrażalnie piękne, że nie mogę oderwać oczu od tych zdjęć. Uwielbiam to zdjęcie, na którym widać jak motyl spija nektar. Cóż za delikatne stworzenie...
Popatrzcie tylko, czy one nie wyglądają jakby były ubrane w garnitury? :-)
To zdjęcie zrobiła moja koleżanka. Za jej pozwoleniem postanowiłam je Wam pokazać. Podziwiam ją za odwagę, ja nie wzięłabym go na palec. Chyba by mi usechł :-)
Będąc w Międzyzdrojach, koniecznie musicie odwiedzić Woliński Park Narodowy. Mieści się tam zagroda pokazowa, w której mieszkają żubry. Oczywiście nie tylko żubry są mieszkańcami parku :-)
Wybaczcie, że nie pokażę zdjęć żubrów. Akurat miały porę karmienia i widać było same zady :-)
Za to w drodze do zagrody spotkałam wędrującego padalca :-)
Życzę udanego wieczoru :-)
croak :-*
Uwielbiam fotografować owady z bliska. Mimo, że nie należę do osób, które bezstresowo pozwalają po sobie chodzić pająkom, mrówkom i podobnym stworkom :-) Mam chyba bardzo wrażliwą skórę, bo wyczuwam na niej nawet roztocza :-P Dobrze, że ich nie widać gołym okiem, bo to dopiero paskudy.
Marzy mi się odpowiedni obiektyw... Chyba wtedy chodziłabym z nosem przy ziemi. Przecież owady są takie piękne. No cóż, marzenia marzeniami ale na razie muszę sobie radzić z takim sprzętem jaki mam.
Motyle są tak niewyobrażalnie piękne, że nie mogę oderwać oczu od tych zdjęć. Uwielbiam to zdjęcie, na którym widać jak motyl spija nektar. Cóż za delikatne stworzenie...
![]() |
| Kamuflaż level 1000 |
![]() |
| No idziesz czy nie? |
To zdjęcie zrobiła moja koleżanka. Za jej pozwoleniem postanowiłam je Wam pokazać. Podziwiam ją za odwagę, ja nie wzięłabym go na palec. Chyba by mi usechł :-)
Będąc w Międzyzdrojach, koniecznie musicie odwiedzić Woliński Park Narodowy. Mieści się tam zagroda pokazowa, w której mieszkają żubry. Oczywiście nie tylko żubry są mieszkańcami parku :-)
Wybaczcie, że nie pokażę zdjęć żubrów. Akurat miały porę karmienia i widać było same zady :-)
Za to w drodze do zagrody spotkałam wędrującego padalca :-)
Życzę udanego wieczoru :-)
croak :-*
wtorek, 8 września 2015
Całe lato na to czekałam - żaba!
Cześć!
Przyznam, że już straciłam nadzieję na to, że spotkam w tym roku jakąś żabę z bliska. Kilka dni temu, jak to w dzień wolny od pracy i dodatkowo kuszący ładną pogodą, pojechałam na działkę.
Oczywiście aparat zabrałam ze sobą, jednak kompletnie nie zwróciłam uwagi na poziom naładowania akumulatora (błąd, którego nie powtórzę).
Jakoś nie miałam tego dnia specjalnie weny do robienia zdjęć. Tu zajrzałam, tam zajrzałam, nic mnie jakoś szczególnie nie zainteresowało.
Po jakimś czasie, tak zupełnie od niechcenia podreptałam w kierunku oczka wodnego. Zaczęłam pstrykać jakieś zdjęcia bez duszy, wybierać losowy kadr. Zauważyłam, że na powierzchni wody pojawiło się coś nowego, jakieś płatki, listki. To już coś. Przypomniało mi się, że mama męczy mnie ciągle o zdjęcie lilii wodnej. No to pstryk, pstryk... I nagle bum! W kadrze przypadkiem zobaczyłam coś, co w żaden sposób nie przypominało liścia, kwiatka czy ryby leżącej na liściu. Nareszcie jest! Żaba! :-) Nie do końca jestem przekonana czy żaba, ale na ropuchę coś za mało krępa :-)
Dopiero później zauważyłam, że w prawym dolnym rogu jest bohater drugiego planu. Przyznam szczerze, że ta mucha mnie nieźle rozbawiła. Żaba się opala, obok mucha wpatrzona jak w obrazek :-) Chyba do reszty pozbawiona instynktu samozachowawczego :-D
Oczywiście zdjęcia wyglądają jak poklatkowe :-) Pewnie dlatego, że nie bardzo miałam możliwość chodzić wokół oczka (wszędzie rośliny i figurki), a pstrykałam mnóstwo zdjęć w obawie, że wrzucę je potem do kompa i okaże się że każde jedno jest nieostre...
Nie oznacza to, że nie próbowałam złapać żaby z innego "angle". Najbardziej marzyło mi się zawisnąć z aparatem tuż przed jej pyszczkiem.
Obmyśliłam, nienajlepszy jak się potem okazało, plan obrócenia przedziwnie spokojnego płaza. Obok oczka znalazłam dość długi kijek bambusowy, którym mama prawdopodobnie gmera w wodzie, oparłam o brzeg liścia służącego żabie za platformę do opalania i próbowałam go ustawić inaczej. Tak próbowałam, że kijek się zsunął, pacnął żabę i tyle było z dalszych zdjęć. Chyba tego było dla niej zbyt wiele, bo uciekła do wody.
Odczekałam jakiś czas z dala od żabiego baseniku i wróciłam żeby znów jej poszukać. To już nie było takie proste. Żaba nauczona doświadczeniem unikała mnie już jak ognia. Jak tylko pojawiłam się w pobliżu, dane mi było tylko usłyszeć "plum".
Płaz bawił się ze mną w chowanego, a tymczasem moja bateria w aparacie zaczęła sygnalizować brak mocy. Czy mogło być gorzej? Całe lato czekać na możliwość sfotografowania tego stworzenia i pada bateria? A ja nie mam przy sobie ładowarki? No chyba jakiś żart!
Jedyne co udało mi się potem "złapać" to taki widok:
Po pierwszej ucieczce żaby pod taflę wody, kiedy jeszcze nie przyszło mi do głowy że bateria może mi zaraz paść, z nudów zaczęłam się przyglądać kwiatom chcąc dać mojej modelce czas na przemyślenie swojej decyzji i powrót na plan zdjęciowy.
Byłam świadkiem niezwykłej "prawie" walki. Walki mrówki z pierdylion razy od niej większą osą. Przez sekundę się zastanawiałam czy to na pewno osa, ale nie, raczej szerszeń to nie był. To tylko baaaardzo brzydka, duża osa. Gdyby to było rozmiarów szerszenia, chyba w mig opanowałabym sztukę teleportacji i znalazła się w aucie...
Mrówka przeżyła, ale pewnie tylko dlatego, że osa bardziej zainteresowała się mną. Tak, uciekłam :-)
Nie mam jakoś ochoty doświadczyć kąsania, żądlenia, czy innego agresywnego zachowania takiego stwora. Do tej pory mnie to ominęło i mam nadzieję, że tak zostanie. Szkoda tylko, że tak bardzo lubią mnie gryźć komary i pająki...
W przyszłości mam w planie napisać kilka postów na temat metamorfozy mieszkania bardzo niskim kosztem. Wielu z Was może zainteresuje bądź zainspiruje ten temat, więc serdecznie zapraszam do śledzenia moich wpisów.
Miłego wieczoru :-)
croak :-*
Przyznam, że już straciłam nadzieję na to, że spotkam w tym roku jakąś żabę z bliska. Kilka dni temu, jak to w dzień wolny od pracy i dodatkowo kuszący ładną pogodą, pojechałam na działkę.
Oczywiście aparat zabrałam ze sobą, jednak kompletnie nie zwróciłam uwagi na poziom naładowania akumulatora (błąd, którego nie powtórzę).
Jakoś nie miałam tego dnia specjalnie weny do robienia zdjęć. Tu zajrzałam, tam zajrzałam, nic mnie jakoś szczególnie nie zainteresowało.
Po jakimś czasie, tak zupełnie od niechcenia podreptałam w kierunku oczka wodnego. Zaczęłam pstrykać jakieś zdjęcia bez duszy, wybierać losowy kadr. Zauważyłam, że na powierzchni wody pojawiło się coś nowego, jakieś płatki, listki. To już coś. Przypomniało mi się, że mama męczy mnie ciągle o zdjęcie lilii wodnej. No to pstryk, pstryk... I nagle bum! W kadrze przypadkiem zobaczyłam coś, co w żaden sposób nie przypominało liścia, kwiatka czy ryby leżącej na liściu. Nareszcie jest! Żaba! :-) Nie do końca jestem przekonana czy żaba, ale na ropuchę coś za mało krępa :-)
Dopiero później zauważyłam, że w prawym dolnym rogu jest bohater drugiego planu. Przyznam szczerze, że ta mucha mnie nieźle rozbawiła. Żaba się opala, obok mucha wpatrzona jak w obrazek :-) Chyba do reszty pozbawiona instynktu samozachowawczego :-D
Oczywiście zdjęcia wyglądają jak poklatkowe :-) Pewnie dlatego, że nie bardzo miałam możliwość chodzić wokół oczka (wszędzie rośliny i figurki), a pstrykałam mnóstwo zdjęć w obawie, że wrzucę je potem do kompa i okaże się że każde jedno jest nieostre...
Nie oznacza to, że nie próbowałam złapać żaby z innego "angle". Najbardziej marzyło mi się zawisnąć z aparatem tuż przed jej pyszczkiem.
Obmyśliłam, nienajlepszy jak się potem okazało, plan obrócenia przedziwnie spokojnego płaza. Obok oczka znalazłam dość długi kijek bambusowy, którym mama prawdopodobnie gmera w wodzie, oparłam o brzeg liścia służącego żabie za platformę do opalania i próbowałam go ustawić inaczej. Tak próbowałam, że kijek się zsunął, pacnął żabę i tyle było z dalszych zdjęć. Chyba tego było dla niej zbyt wiele, bo uciekła do wody.
Odczekałam jakiś czas z dala od żabiego baseniku i wróciłam żeby znów jej poszukać. To już nie było takie proste. Żaba nauczona doświadczeniem unikała mnie już jak ognia. Jak tylko pojawiłam się w pobliżu, dane mi było tylko usłyszeć "plum".
Płaz bawił się ze mną w chowanego, a tymczasem moja bateria w aparacie zaczęła sygnalizować brak mocy. Czy mogło być gorzej? Całe lato czekać na możliwość sfotografowania tego stworzenia i pada bateria? A ja nie mam przy sobie ładowarki? No chyba jakiś żart!
Jedyne co udało mi się potem "złapać" to taki widok:
![]() |
| Nie ma tego złego, w końcu inne ujęcie :-) |
![]() |
| A tutaj te dziwne kwiatki na wodzie |
Byłam świadkiem niezwykłej "prawie" walki. Walki mrówki z pierdylion razy od niej większą osą. Przez sekundę się zastanawiałam czy to na pewno osa, ale nie, raczej szerszeń to nie był. To tylko baaaardzo brzydka, duża osa. Gdyby to było rozmiarów szerszenia, chyba w mig opanowałabym sztukę teleportacji i znalazła się w aucie...
Mrówka przeżyła, ale pewnie tylko dlatego, że osa bardziej zainteresowała się mną. Tak, uciekłam :-)
Nie mam jakoś ochoty doświadczyć kąsania, żądlenia, czy innego agresywnego zachowania takiego stwora. Do tej pory mnie to ominęło i mam nadzieję, że tak zostanie. Szkoda tylko, że tak bardzo lubią mnie gryźć komary i pająki...
W przyszłości mam w planie napisać kilka postów na temat metamorfozy mieszkania bardzo niskim kosztem. Wielu z Was może zainteresuje bądź zainspiruje ten temat, więc serdecznie zapraszam do śledzenia moich wpisów.
Miłego wieczoru :-)
croak :-*
poniedziałek, 7 września 2015
Ciała Niebieskie w obiektywie, czyli zachód Słońca i pełnia Księżyca
Cześć!
Wspominałam już wcześniej o swojej ogromnej miłości do kosmosu i Ciał Niebieskich. Mam to szczęście, że mój aparat ma spory zoom i zdjęcia wychodzą całkiem nieźle.
Parę dni temu była pełnia. Przyznam się bez bicia, że nie chciało mi się wychodzić z domu i zdjęcia robiłam z okna. Ważne, że się udało :-) Powiem też szczerze, że robiłam te zdjęcia 2 lub 3 dni z rzędu. Czasami jest tak, że spojrzę w okno i od razu łapię za aparat, taki impuls. Teraz nie będę w stanie powiedzieć, które z tych zdjęć było robione podczas pełni. Dlaczego? Otóż zdjęcia, które Wam prezentuję są po edycji i obróbce. W przypadku Księżyca jest to konieczne. Trzeba troszkę podbić kontrast, zabrać światło... Tylko w ten sposób zobaczycie na nich coś innego niż po prostu srebrną kulę. Podczas takiej edycji zawsze robi mi się cień z jednej strony i kradnie trochę z pełnego kształtu. W ten sposób uwidaczniają się kratery na powierzchni, więc nie narzekam :-)
Oto On:
Wiem, wiem... Każde wygląda prawie tak samo. Ale zawsze robię tych zdjęć jakiś milion, a potem nie mogę się zdecydować które wyszło najlepiej :-)
Przejdźmy do Słońca. Tu sprawa wygląda inaczej. Wpatrywanie się w Słońce nie jest wskazane dla naszych oczu. Zdjęcie też ciężko jest zrobić tak, aby zamiast wielkiego rozbłysku światła zobaczyć kształt. Pokażę Wam zdjęcia robione podczas podróży pociągiem. Akurat rozpoczynał się piękny zachód.
Nie nazwałabym tego zdjęciami Słońca. Raczej jakieś losowe krajobrazy, drzewa i krzaczki podczas zachodu. Ale co powiecie na to?
Nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak pięknie malują się chmury na tych zdjęciach. Dodatkowo zadziałały jak filtr i można podziwiać kształt ognistego giganta. Tak pięknego widoku życzę sobie codziennie :-)
Jeszcze odnośnie Słońca... W tym roku mieliśmy okazję zobaczyć jego częściowe zaćmienie. Muszę Wam opowiedzieć jak to było ze mną tego dnia. Otóż często mam koszmary senne o przeróżnej tematyce, od duchów po tragiczne wypadki. Taki jestem chojrak... Ale do rzeczy. Jednym z częstych tematów moich koszmarów jest UFO. Nie dlatego, że boję się kosmitów. Wręcz przeciwnie, wiem że istnieją i mam ogromną nadzieję, że dożyję dnia, w którym nasz świat się o tym przekona. Serio, nie rozumiem sceptyków. Wszechświat jest przecież tak ogromny, że nie można go objąć wyobraźnią! Jak można pomyśleć, że w tak ogromnym systemie tylko jedna planeta tętni życiem? Przecież to niemożliwe. W moich koszmarach dochodzi do bliskiego spotkania z UFO a ja...nie mam przy sobie aparatu! To straszne uczucie, kiedy patrzę na piękny pojazd kosmiczny tuż nad moją głową i nie mam przy sobie nawet Nokii 3310! Wyobrażacie sobie to uczucie?
Tego dnia, kiedy miało nastąpić zaćmienie, spotkało mnie właśnie coś takiego. Zapomniałam! Zapomniałam o tym, że będzie zaćmienie! Nie miałam przy sobie aparatu i dodatkowo byłam w pracy! Jak to jest w ogóle możliwe? Myślałam, że zejdę z żalu. Z ogromnym smutkiem wyjęłam więc swój telefon, który był jedynym sprzętem do fotografowania jaki przy sobie miałam, zaopatrzyłam się w starą dyskietkę (na szczęście w biurze jeszcze mieli jakiś antyczny egzemplarz) i ruszyłam na zewnątrz. Efekty mizerne, ale zawsze pamiątkę mam. Nie mogę sobie wybaczyć swojego nieprzygotowania...
Smutne, prawda?
Na pocieszenie mam tylko to, że Słońce daje wiele okazji do sięgnięcia po aparat. Przykładowo takich:
Zdjęcia te robiłam podczas przeprawy promem w Świnoujściu.
Życzę udanego poniedziałku :-)
croak :-*
Wspominałam już wcześniej o swojej ogromnej miłości do kosmosu i Ciał Niebieskich. Mam to szczęście, że mój aparat ma spory zoom i zdjęcia wychodzą całkiem nieźle.
Parę dni temu była pełnia. Przyznam się bez bicia, że nie chciało mi się wychodzić z domu i zdjęcia robiłam z okna. Ważne, że się udało :-) Powiem też szczerze, że robiłam te zdjęcia 2 lub 3 dni z rzędu. Czasami jest tak, że spojrzę w okno i od razu łapię za aparat, taki impuls. Teraz nie będę w stanie powiedzieć, które z tych zdjęć było robione podczas pełni. Dlaczego? Otóż zdjęcia, które Wam prezentuję są po edycji i obróbce. W przypadku Księżyca jest to konieczne. Trzeba troszkę podbić kontrast, zabrać światło... Tylko w ten sposób zobaczycie na nich coś innego niż po prostu srebrną kulę. Podczas takiej edycji zawsze robi mi się cień z jednej strony i kradnie trochę z pełnego kształtu. W ten sposób uwidaczniają się kratery na powierzchni, więc nie narzekam :-)
Oto On:
Wiem, wiem... Każde wygląda prawie tak samo. Ale zawsze robię tych zdjęć jakiś milion, a potem nie mogę się zdecydować które wyszło najlepiej :-)
Przejdźmy do Słońca. Tu sprawa wygląda inaczej. Wpatrywanie się w Słońce nie jest wskazane dla naszych oczu. Zdjęcie też ciężko jest zrobić tak, aby zamiast wielkiego rozbłysku światła zobaczyć kształt. Pokażę Wam zdjęcia robione podczas podróży pociągiem. Akurat rozpoczynał się piękny zachód.
Nie nazwałabym tego zdjęciami Słońca. Raczej jakieś losowe krajobrazy, drzewa i krzaczki podczas zachodu. Ale co powiecie na to?
Nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak pięknie malują się chmury na tych zdjęciach. Dodatkowo zadziałały jak filtr i można podziwiać kształt ognistego giganta. Tak pięknego widoku życzę sobie codziennie :-)
Jeszcze odnośnie Słońca... W tym roku mieliśmy okazję zobaczyć jego częściowe zaćmienie. Muszę Wam opowiedzieć jak to było ze mną tego dnia. Otóż często mam koszmary senne o przeróżnej tematyce, od duchów po tragiczne wypadki. Taki jestem chojrak... Ale do rzeczy. Jednym z częstych tematów moich koszmarów jest UFO. Nie dlatego, że boję się kosmitów. Wręcz przeciwnie, wiem że istnieją i mam ogromną nadzieję, że dożyję dnia, w którym nasz świat się o tym przekona. Serio, nie rozumiem sceptyków. Wszechświat jest przecież tak ogromny, że nie można go objąć wyobraźnią! Jak można pomyśleć, że w tak ogromnym systemie tylko jedna planeta tętni życiem? Przecież to niemożliwe. W moich koszmarach dochodzi do bliskiego spotkania z UFO a ja...nie mam przy sobie aparatu! To straszne uczucie, kiedy patrzę na piękny pojazd kosmiczny tuż nad moją głową i nie mam przy sobie nawet Nokii 3310! Wyobrażacie sobie to uczucie?
Tego dnia, kiedy miało nastąpić zaćmienie, spotkało mnie właśnie coś takiego. Zapomniałam! Zapomniałam o tym, że będzie zaćmienie! Nie miałam przy sobie aparatu i dodatkowo byłam w pracy! Jak to jest w ogóle możliwe? Myślałam, że zejdę z żalu. Z ogromnym smutkiem wyjęłam więc swój telefon, który był jedynym sprzętem do fotografowania jaki przy sobie miałam, zaopatrzyłam się w starą dyskietkę (na szczęście w biurze jeszcze mieli jakiś antyczny egzemplarz) i ruszyłam na zewnątrz. Efekty mizerne, ale zawsze pamiątkę mam. Nie mogę sobie wybaczyć swojego nieprzygotowania...
Smutne, prawda?
Na pocieszenie mam tylko to, że Słońce daje wiele okazji do sięgnięcia po aparat. Przykładowo takich:
Zdjęcia te robiłam podczas przeprawy promem w Świnoujściu.
Życzę udanego poniedziałku :-)
croak :-*
piątek, 4 września 2015
W co gram #1 - The Walking Dead season one
Cześć!
Jest piątek. Cały dzień myślałam o czym napisać. Nie chcę, żeby ten blog ograniczał się do prezentowania zdjęć... Zastanawiałam się nad jakimś stałym blokiem, przykładowo piątkowym. I postanowiłam, że będzie to blok o grach komputerowych. Nie zniechęcajcie się na starcie. Jeszcze jakiś czas temu moje doświadczenia z grami komputerowymi ograniczały się do Amigi 500 jakieś 25 lat temu... Wszystko się przecież zmienia, łącznie z naszym podejściem do różnych spraw.
Na pierwszy rzut wybrałam grę, która mocno zapadła mi w pamięć. W zasadzie ciężko nazwać to grą. Mowa o The walking dead: season one, produkcji Telltale.
Dlaczego ciężko nazwać to grą? Jest to bardziej film. Film, w którym mamy wpływ na bieg wydarzeń. Granie polega tu głównie na prowadzeniu dialogów naszej postaci z innymi bohaterami, których napotyka on na swojej drodze. Wcielamy się tu w postać mężczyzny o imieniu Lee, a akcja dzieje się podczas panującej epidemii wirusa zombie.
Nie zamierzam tu streszczać fabuły i robić spoilerów. Chcę jedynie opowiedzieć o własnych odczuciach podczas tej przygody.
Główny bohater jest osobą, którą szybko obdarzyłam sympatią. Jednak nie do końca Lee był mi tu najbliższy. Po drodze pojawił się ktoś, kogo polubiłam tak bardzo, że niemal od razu zabrałam się za season 2 żeby spotkać go ponownie. Nie było to dla mnie żadnym zaskoczeniem, ta gra nie była mi zupełnie obca kiedy zaczęłam sama w nią grać. Wcześniej, kiedy grał w nią KN , zaglądałam mu przez ramię raz czy dwa i mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać. I już wtedy zobaczyłam Kenny'ego , już wtedy polubiłam.
KN zupełnie inaczej odebrał jego postać (pomijam już fakt, że zupełnie mu się pomieszało i był cały czas święcie przekonany, że Kenny nie jest do końca pozytywną postacią w tej grze). Ja natomiast od razu poczułam, że będzie to ktoś, kto towarzyszyć mi będzie do napisów końcowych. Przynajmniej tak zamierzałam kierować wydarzeniami. Jak już wspomniałam, dialogi mają tu ogromny wpływ na wszystko co się dzieje.
Nie pomyliłam się w ocenie Kenny'ego. A może po prostu lubię go, bo z wyglądu bardzo przypomina mi mojego tatę... :-)
Nie bez powodu takie zdjęcie Wam pokazuję. Kenny jest postacią, która wielokrotnie traci bliskich. Jeśli zdecydujecie się w to zagrać, nie raz podobny obraz będzie ściskał Wam serce.
Oczywiście gra nie polega tylko na wyborze odpowiedzi podczas dialogów. Jest tu też całkiem sporo QTE, za którymi nie przepadam, mimo że uwielbiam gry zręcznościowe...
Warto zwrócić uwagę na specyficzną, komiksową grafikę. W czasach, w których jedni twórcy gier uparcie dążą do tego, aby obrazy były fotorealistyczne, a inni tworzą całą postać z trzech pikseli, jest to całkiem fajna odskocznia. Rewelacyjna jest też oprawa muzyczna, dyskretna i spójna z obrazem gry.
Gorąco zachęcam do przeżycia tej przygody. Gdybyście chcieli zapoznać się z innymi tytułami Telltale, lub po prostu obejrzeć trailery kliknijcie w ten link.
Życzę dobrych i spokojnych snów, oby nie o zombie ;-)
croak :-*
Jest piątek. Cały dzień myślałam o czym napisać. Nie chcę, żeby ten blog ograniczał się do prezentowania zdjęć... Zastanawiałam się nad jakimś stałym blokiem, przykładowo piątkowym. I postanowiłam, że będzie to blok o grach komputerowych. Nie zniechęcajcie się na starcie. Jeszcze jakiś czas temu moje doświadczenia z grami komputerowymi ograniczały się do Amigi 500 jakieś 25 lat temu... Wszystko się przecież zmienia, łącznie z naszym podejściem do różnych spraw.
Na pierwszy rzut wybrałam grę, która mocno zapadła mi w pamięć. W zasadzie ciężko nazwać to grą. Mowa o The walking dead: season one, produkcji Telltale.
![]() |
| źródło foto |
Dlaczego ciężko nazwać to grą? Jest to bardziej film. Film, w którym mamy wpływ na bieg wydarzeń. Granie polega tu głównie na prowadzeniu dialogów naszej postaci z innymi bohaterami, których napotyka on na swojej drodze. Wcielamy się tu w postać mężczyzny o imieniu Lee, a akcja dzieje się podczas panującej epidemii wirusa zombie.
Nie zamierzam tu streszczać fabuły i robić spoilerów. Chcę jedynie opowiedzieć o własnych odczuciach podczas tej przygody.
Główny bohater jest osobą, którą szybko obdarzyłam sympatią. Jednak nie do końca Lee był mi tu najbliższy. Po drodze pojawił się ktoś, kogo polubiłam tak bardzo, że niemal od razu zabrałam się za season 2 żeby spotkać go ponownie. Nie było to dla mnie żadnym zaskoczeniem, ta gra nie była mi zupełnie obca kiedy zaczęłam sama w nią grać. Wcześniej, kiedy grał w nią KN , zaglądałam mu przez ramię raz czy dwa i mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać. I już wtedy zobaczyłam Kenny'ego , już wtedy polubiłam.
KN zupełnie inaczej odebrał jego postać (pomijam już fakt, że zupełnie mu się pomieszało i był cały czas święcie przekonany, że Kenny nie jest do końca pozytywną postacią w tej grze). Ja natomiast od razu poczułam, że będzie to ktoś, kto towarzyszyć mi będzie do napisów końcowych. Przynajmniej tak zamierzałam kierować wydarzeniami. Jak już wspomniałam, dialogi mają tu ogromny wpływ na wszystko co się dzieje.
Nie pomyliłam się w ocenie Kenny'ego. A może po prostu lubię go, bo z wyglądu bardzo przypomina mi mojego tatę... :-)
![]() |
| źródło foto |
Oczywiście gra nie polega tylko na wyborze odpowiedzi podczas dialogów. Jest tu też całkiem sporo QTE, za którymi nie przepadam, mimo że uwielbiam gry zręcznościowe...
Warto zwrócić uwagę na specyficzną, komiksową grafikę. W czasach, w których jedni twórcy gier uparcie dążą do tego, aby obrazy były fotorealistyczne, a inni tworzą całą postać z trzech pikseli, jest to całkiem fajna odskocznia. Rewelacyjna jest też oprawa muzyczna, dyskretna i spójna z obrazem gry.
Gorąco zachęcam do przeżycia tej przygody. Gdybyście chcieli zapoznać się z innymi tytułami Telltale, lub po prostu obejrzeć trailery kliknijcie w ten link.
Życzę dobrych i spokojnych snów, oby nie o zombie ;-)
croak :-*
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)


























































