Cześć!
Godzinami mogłabym opowiadać o tym, dlaczego nie lubię zimy. Dla mnie ta pora roku nie ma racji bytu. Co innego wiosna, kiedy wszystko budzi się do życia, robi się zielono i od razu ma się uśmiech na twarzy. Lato, kiedy można prażyć się na słońcu, czy kolorowa jesień, kiedy można uzupełniać spiżarnię w grzyby. Ja urodziłam się latem. Pewnie dlatego nienawidzę zimna :-) Jeżdżę autem w rękawicach narciarskich przy włączonym ogrzewaniu. Nie lubię mieć na sobie tysiąca warstw ciuchów, a i tak marznąć. Nie lubię poślizgów, zmarzniętego nosa i skostniałych palców. Już jako dziecko, kiedy pierwszy raz zostałam natarta śnieżką wiedziałam, że zima nie powinna istnieć. Jedyne co ratuje całą tą sytuację to święta :-) Uwielbiam czuć klimat zbliżających się świąt, zapachy, przygotowania, prezenty, Mikołaja i sanki, wszelkie reniferki i kolorowe choinki. Wszyscy się temu dziwią. Pracuję w handlu, w zasadzie nie powinnam lubić świąt. Powinnam mieć ich dość zanim w ogóle się zaczną. Ja jednak cieszę się tym, że inni mają święta przez 3 dni, a ja mam je przez prawie 2 miesiące :-)
Może i zimę dałoby się inaczej przeżyć, gdybyśmy mieli więcej ozdób świątecznych na ulicach? Założę się, że o wiele chętniej wyszłabym z domu widząc za oknem kolorowe światełka, zamiast błota, śniegu i szarości. Owszem, śnieg wygląda bardzo pięknie, ale przy naszych temperaturach (całe szczęście tylko tak niskich) może przez pierwsze kilka godzin...
Ciężko mi się zmobilizować do wyjścia z domu i robienia zdjęć, kiedy jest mróz. Zeszłej zimy jednak udało mi się nie zamarznąć po kilku minutach i nawet przejść się po parku :-)
Jeziorko w parku - Rusałka była częściowo zamarznięta i ptaki miały na nim jakieś bardzo ważne zebranie.
Bardzo podoba mi się jak ich sylwetki odbijają się w tafli lodu jak w lustrze :-)
Ale niech mi ktoś wytłumaczy, jak przy takiej temperaturze wody można do niej wejść?
Zimy niestety nie da się uniknąć. Muszę chyba już powoli zacząć słuchać świątecznych piosenek, żeby skupić myśli na jej pozytywach :-) No i powoli trzeba zacząć myśleć o pomysłach na prezenty pod choinkę. Co roku popełniam ten sam błąd i czekam do ostatniej chwili. W tym roku się poprawię :-) Może jakieś DIY? Zobaczymy :-)
Życzę miłego wieczoru :-)
croak :-*
czwartek, 17 września 2015
środa, 16 września 2015
Fauna parku + moje muzyczne kompozycje
Cześć!
Wspominałam wcześniej, że mieszkam bardzo blisko dużego parku. Kiedyś bardzo lubiłam spacerować. Dość często organizowałam sobie bardzo długie wędrówki. Nieważne było dokąd. Pakowałam kanapki, napój do plecaka i w drogę. Obecnie nie jest to możliwe zbyt często. Praca, obowiązki... to wszystko sprawia, że wracam do domu i zwyczajnie nie mam na to czasu, a nawet siły. Często korzystam z samochodu, aby móc jak najszybciej dotrzeć do domu. Dlatego każda chwila jaką mogę poświęcić na piesze wędrówki jest dla mnie wyjątkowa, a zwłaszcza wtedy kiedy owocują one takimi spotkaniami :-)
Ten ptak usilnie próbował się przede mną schować :-)
Dobrze, że nie rozstaję się z aparatem, bo tego bym sobie nie wybaczyła. To było pierwsze tak bliskie spotkanie :-)
Jednym z moich ulubionych miejsc w parku jest fontanna. Nic w tym dziwnego, bo uwielbiam wodę. Tego dnia byłam świadkiem kąpieli zażywanej przez gołębia.
Uwielbiam patrzeć i słuchać jak krople wody uderzają o taflę :-)
Jak już jesteśmy przy słuchaniu... chciałabym Wam zaprezentować próbkę mojej muzyki. Tym zajmuję się od lat i właśnie to sprawia mi największą przyjemność. Ten utwór nie ma jeszcze tytułu i pewnie długo nie będzie miał, ale już udostępniłam go do posłuchania tutaj. Konto na soundcloud mam od dawna. Jeśli zechcecie zapoznać się z moimi kompozycjami zapraszam klik. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Życzę miłego wieczoru :-)
croak :-*
Wspominałam wcześniej, że mieszkam bardzo blisko dużego parku. Kiedyś bardzo lubiłam spacerować. Dość często organizowałam sobie bardzo długie wędrówki. Nieważne było dokąd. Pakowałam kanapki, napój do plecaka i w drogę. Obecnie nie jest to możliwe zbyt często. Praca, obowiązki... to wszystko sprawia, że wracam do domu i zwyczajnie nie mam na to czasu, a nawet siły. Często korzystam z samochodu, aby móc jak najszybciej dotrzeć do domu. Dlatego każda chwila jaką mogę poświęcić na piesze wędrówki jest dla mnie wyjątkowa, a zwłaszcza wtedy kiedy owocują one takimi spotkaniami :-)
![]() |
| Jak on to wszystko złapał? |
Ten ptak usilnie próbował się przede mną schować :-)
Dobrze, że nie rozstaję się z aparatem, bo tego bym sobie nie wybaczyła. To było pierwsze tak bliskie spotkanie :-)
Jednym z moich ulubionych miejsc w parku jest fontanna. Nic w tym dziwnego, bo uwielbiam wodę. Tego dnia byłam świadkiem kąpieli zażywanej przez gołębia.
Uwielbiam patrzeć i słuchać jak krople wody uderzają o taflę :-)
Jak już jesteśmy przy słuchaniu... chciałabym Wam zaprezentować próbkę mojej muzyki. Tym zajmuję się od lat i właśnie to sprawia mi największą przyjemność. Ten utwór nie ma jeszcze tytułu i pewnie długo nie będzie miał, ale już udostępniłam go do posłuchania tutaj. Konto na soundcloud mam od dawna. Jeśli zechcecie zapoznać się z moimi kompozycjami zapraszam klik. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Życzę miłego wieczoru :-)
croak :-*
wtorek, 15 września 2015
Poznańskie zoo i palmiarnia
Cześć!
Rok temu miałam przyjemność pierwszy raz w życiu zwiedzić Poznań. Ubolewam nad tym, że zdjęć z wycieczki mam bardzo mało. Nie dosyć, że robione były telefonem, to jeszcze przez przypadek skasowałam folder z większością fotografii. Choć jest to w sumie dobry pretekst aby jechać tam ponownie :-)
Jestem w ogromnym szoku, że wieczorami miasto może tak tętnić życiem (w przeciwieństwie do mojego, w którym nic się nie dzieje). Nie do końca może mi to odpowiada, lubię raczej ciszę i spokój. Jednak jest w Poznaniu takie miejsce, w którym mogłabym dosłownie zamieszkać. A jest to palmiarnia.
Jest to dosłownie spełnienie moich marzeń, wszędzie ogrom roślin. Ja niestety nie mam do nich ręki, jestem w stanie wykończyć nawet kaktusa... Dodatkowo kot w domu, dla którego niektóre rośliny są silnie toksyczne. Pozostaje mi jedynie długi spacer po palmiarni. Na pewno będę ją odwiedzać za każdym razem, kiedy będę w Poznaniu :-)
W szczególności cieszy mnie fakt, że została tam otwarta kawiarnia. To musi być przemiłe miejsce, idealne wręcz by usiąść i napić się kawy, Na pewno skorzystam przy najbliższej wizycie :-)
Pomieszczenia są imponująco wysokie, a roślinność pnie się po sam sufit. To trzeba po prostu zobaczyć na własne oczy, istna dżungla :-)
Są też baseny wypełnione rybami, które można karmić z ręki. Niemal wyskakują z wody na widok smakołyków :-) W jednym ze zbiorników mieszka mnóstwo malutkich rybek. Kiedy zanurzymy rękę w wodzie, możemy się załapać na darmowy peeling dłoni ;-)
Kolejnym miejscem, jakie chciałam zwiedzić w Poznaniu było Nowe Zoo. Nie jestem zwolenniczką trzymania dzikich zwierząt w niewoli, ale to nie zawsze oznacza coś niedobrego. Mieszkają tam przecież niedźwiedzie uratowane z cyrku. Te biedne stworzenia całe życie spędziły w ciasnych klatkach, a dzięki takim miejscom mogą prowadzić teraz spokojne życie na sporym wybiegu. Nie wiem jak miałyby poradzić sobie na wolności po tylu latach w niewoli. Zoo daje im szansę żyć po misiowemu, jednocześnie otaczając je opieką.
Nie wszystkie zwierzęta żyją tam za płotem. Całą drogę towarzyszyły mi ciekawskie gęsi :-)
Na uwagę zasługuje też motylarnia. Piękne, ogromne motyle latające nad głowami i przysiadające na dłoni? O tak!
Nowe Zoo zajmuje naprawdę ogromny obszar. Potrzeba wielu godzin, aby spokojnie wszystko zobaczyć. Jeśli będziecie kiedyś w Poznaniu, lubicie spacery i przyrodę, to miejsce musicie koniecznie wpisać na listę "must see". Polecam również przejażdżkę kolejką Maltanką, która zawiezie Was aż pod bramę wejściową. Link do strony ogrodu zoologicznego macie tutaj.
A może podczas pobytu w Poznaniu dopisze Wam szczęście i odbędzie się akurat targ śniadaniowy? Muszę to przyznać, nigdy w życiu nie jadłam lepszego hamburgera :-)
I mimo, iż od początku roku mocno ograniczam spożywanie mięsa (pierwsze dwa miesiące wcale, teraz raz czy dwa w tygodniu), jeśli uda mi się jeszcze kiedyś trafić na ten targ, na pewno sobie nie odmówię. Najwyżej "dzień mięsny" się przesunie :-)
Życzę miłego popołudnia :-)
croak :-*
Rok temu miałam przyjemność pierwszy raz w życiu zwiedzić Poznań. Ubolewam nad tym, że zdjęć z wycieczki mam bardzo mało. Nie dosyć, że robione były telefonem, to jeszcze przez przypadek skasowałam folder z większością fotografii. Choć jest to w sumie dobry pretekst aby jechać tam ponownie :-)
Jestem w ogromnym szoku, że wieczorami miasto może tak tętnić życiem (w przeciwieństwie do mojego, w którym nic się nie dzieje). Nie do końca może mi to odpowiada, lubię raczej ciszę i spokój. Jednak jest w Poznaniu takie miejsce, w którym mogłabym dosłownie zamieszkać. A jest to palmiarnia.
Jest to dosłownie spełnienie moich marzeń, wszędzie ogrom roślin. Ja niestety nie mam do nich ręki, jestem w stanie wykończyć nawet kaktusa... Dodatkowo kot w domu, dla którego niektóre rośliny są silnie toksyczne. Pozostaje mi jedynie długi spacer po palmiarni. Na pewno będę ją odwiedzać za każdym razem, kiedy będę w Poznaniu :-)
W szczególności cieszy mnie fakt, że została tam otwarta kawiarnia. To musi być przemiłe miejsce, idealne wręcz by usiąść i napić się kawy, Na pewno skorzystam przy najbliższej wizycie :-)
Pomieszczenia są imponująco wysokie, a roślinność pnie się po sam sufit. To trzeba po prostu zobaczyć na własne oczy, istna dżungla :-)
Są też baseny wypełnione rybami, które można karmić z ręki. Niemal wyskakują z wody na widok smakołyków :-) W jednym ze zbiorników mieszka mnóstwo malutkich rybek. Kiedy zanurzymy rękę w wodzie, możemy się załapać na darmowy peeling dłoni ;-)
Kolejnym miejscem, jakie chciałam zwiedzić w Poznaniu było Nowe Zoo. Nie jestem zwolenniczką trzymania dzikich zwierząt w niewoli, ale to nie zawsze oznacza coś niedobrego. Mieszkają tam przecież niedźwiedzie uratowane z cyrku. Te biedne stworzenia całe życie spędziły w ciasnych klatkach, a dzięki takim miejscom mogą prowadzić teraz spokojne życie na sporym wybiegu. Nie wiem jak miałyby poradzić sobie na wolności po tylu latach w niewoli. Zoo daje im szansę żyć po misiowemu, jednocześnie otaczając je opieką.
![]() |
| Czyżby tygrysy też bawiły się piłeczkami? :-) |
![]() |
| Kąpiel piaskowa :-) |
Na uwagę zasługuje też motylarnia. Piękne, ogromne motyle latające nad głowami i przysiadające na dłoni? O tak!
Nowe Zoo zajmuje naprawdę ogromny obszar. Potrzeba wielu godzin, aby spokojnie wszystko zobaczyć. Jeśli będziecie kiedyś w Poznaniu, lubicie spacery i przyrodę, to miejsce musicie koniecznie wpisać na listę "must see". Polecam również przejażdżkę kolejką Maltanką, która zawiezie Was aż pod bramę wejściową. Link do strony ogrodu zoologicznego macie tutaj.
A może podczas pobytu w Poznaniu dopisze Wam szczęście i odbędzie się akurat targ śniadaniowy? Muszę to przyznać, nigdy w życiu nie jadłam lepszego hamburgera :-)
I mimo, iż od początku roku mocno ograniczam spożywanie mięsa (pierwsze dwa miesiące wcale, teraz raz czy dwa w tygodniu), jeśli uda mi się jeszcze kiedyś trafić na ten targ, na pewno sobie nie odmówię. Najwyżej "dzień mięsny" się przesunie :-)
Życzę miłego popołudnia :-)
croak :-*
poniedziałek, 14 września 2015
Jak przemalować stare meble
Cześć!
Czy czasami nachodzi Was ochota na to, żeby zmienić lub odświeżyć coś w swoim mieszkaniu? Nie możecie patrzeć na swoje meble, a w danej chwili nie dysponujecie odpowiednią ilością funduszy aby wymienić je na nowe? Powodów aby złapać za wałek może być wiele...
Poruszam ten temat dlatego, że sama kiedyś szukałam wskazówek odnośnie malowania mebli w internecie. Mam nadzieję, że mój post dla wielu z Was okaże się pomocny :-)
Jakiś czas temu postanowiłam przemalować swoją starą meblościankę. I nie zdecydowałam się na taki krok dlatego, że mam do niej sentyment... Razem z KN wprowadziliśmy się do mieszkania, w którym mieszkała jego babcia. W porządny remont nie opłaca nam się na razie inwestować, ponieważ lada chwila w bloku będzie wymieniana calutka instalacja wodna. Wszystko będzie przewrócone do góry nogami, po co więc wbijać się w koszta skoro po całej tej imprezie czekałby nas kolejny remont? Wszystko fajnie, ale po jakimś czasie miałam już dość widoku okropnych, połyskujących tapet i meblościanki, która jest już chyba w moim wieku...
Najchętniej widziałabym tu jak najmniej mebli, jednak przy tak małej powierzchni pozostanie to w strefie moich marzeń. Miałam więc do wyboru albo nauczyć się żyć z tym co mam przed oczami, albo wziąć się do pracy i sprawić, że nie będzie mnie to dłużej dręczyć swoją brzydotą.
Tak wygląda efekt końcowy mojej pracy, ale zacznijmy od początku.
Z czeluści dysku twardego wygrzebałam zdjęcie robione telefonem w trakcie pracy. Pozwoli mi ono zobrazować Wam "piękno" tego mebla:
Meblościanka, którą widzicie nie ma wiele wspólnego z drewnem :-) Zbudowana jest z płyt wiórowych, pokrytych okleiną we wzór drewnopodobny. Czy takie coś da się w ogóle pomalować? Jak najbardziej! Wystarczy tylko odpowiednio przygotować powierzchnię, czyli zeszlifować i porządnie odtłuścić. Gdyby nie te listewki na frontach sprawa byłaby bajecznie prosta. Wystarczyłoby zainstalować odpowiednią nakładkę na wiertarkę i sam proces trwałby o wiele krócej. Niestety w tym przypadku musiałam zaopatrzyć się w gąbeczki ścierne (koszt takiej gąbeczki to 3-4 zł). Pozwoliło to na dotarcie do licznych żłobień. Był to chyba najbardziej męczący etap zabawy.
Nie trzeba ścierać całej okleiny (a nawet nie byłoby to wskazane), chodzi tylko o zmatowienie powierzchni. Farba musi się przecież czegoś trzymać. Potem trzeba przemyć wszystko czymś, co pomoże pozbyć się tłuszczu. Ja użyłam w tym celu benzyny ekstrakcyjnej. Należy pamiętać o tym, aby po wytarciu środkiem czyszczącym unikać dotykania powierzchni palcami. Łapki też są przecież tłuste :-) Tak przygotowaną powierzchnię można już malować.
Używałam farby akrylowej dekoral do drewna i metalu. Wybrałam ją ze względu na to, że jest to produkt przeznaczony również do malowania dziecięcych zabawek, a tym samym bezpieczny. Muszę przecież pamiętać o tym, że mam w domu kota, na tyle nieobliczalnego że gotów gryźć nawet meble...
Koszt takiej puszeczki to około 20 zł. Ja zużyłam na całą meblościankę dwie takie puszki, przy malowaniu każdego frontu trzema warstwami.
Dlaczego aż trzema? Dlatego, że malowanie na biało wcale nie jest takie proste. Nie ważne, że kolor wyjściowy nie był ciemny. I tak przebijał przez dwie warstwy.
Farba ta jest dość gęsta, ale i tak namawiam do malowania powierzchni położonych na płasko. Zawsze istnieje ryzyko zacieków, zwłaszcza jeśli położymy zbyt grubą warstwę farby.
Do malowania polecam raczej wałek niż pędzel. Dedykowane są wałki flokowe, nie te z gąbki. Oczywiście w miejscach trudno dostępnych pędzel się przyda, ale i tak należy je potem chociaż raz przewałkować. Pamiętajcie, że każde z tych narzędzi zostawi inną fakturę i różnica może być po wyschnięciu bardzo widoczna (wałek robi coś na kształt skórki pomarańczowej, pędzel tworzy smugi).
Absolutnie odradzam malowanie powierzchni poziomych. Jest to zupełnie niepraktyczne, farba akrylowa nie jest nieścieralna. Tam gdzie przesuwamy czy ustawiamy różne przedmioty szybko może wystąpić odprysk. Dlatego do takich właśnie powierzchni (również wszelkich boków - z czystego lenistwa) wybrałam okleinę. Udało mi się dostać białą okleinę z fakturą drewna. Efekt jest świetny :-) A i robota idzie szybciej, nie trzeba matowić :-) Koszt okleiny, w zależności od jej wymiarów to jakieś 11-15 zł za metr bieżący.
Tak to wyglądało po ukończeniu pracy. Może ta meblościanka nie jest szczytem moich wnętrzarskich marzeń, ale wygląda o niebo lepiej niż na początku :-)
Nad uchwytami długo się zastanawiałam. Chciałam wymienić je na białe, porcelanowe. Jednak zrezygnowałam i zostawiłam stare, drewniane. Biel przecież też ma wiele odcieni. Gdyby się choć trochę różniły wyglądałoby to kiepsko...
Kolejną przeszkodą były szyby. No bo co tu zrobić, kiedy nie mamy w domu witryn pokazowych a szafki służą nam jedynie do przechowywania rzeczy, które niekoniecznie będą się dobrze prezentować światu zza szyby? No pewnie, okleina :-) Początkowo chciałam turkusową. Odkryłam jednak, że szyby nie wiedzieć czemu różnią się odcieniem między sobą i wyszłaby mi cała gama odcieni turkusu obok siebie. Musiałam zmienić koncepcję. Postanowiłam więc zakleić je czarną okleiną, tu nie musiałam się martwić różnymi odcieniami a zestawienie bieli z czernią zawsze wygląda dobrze.
W ostatniej chwili przyszedł mi do głowy pomysł na wykorzystanie resztek białej okleiny. Pocięłam ją na cienkie paseczki i wykleiłam z nich takie oto wzory. Czarna okleina posłużyła za tło.
Z efektów jestem bardzo zadowolona. Biała meblościanka bardzo rozjaśniła pomieszczenie, a geometryczne zwierzęta na czarnym tle sprawiły, że jest ciekawie i minimalistycznie :-)
Przyznam, że ciężko mi będzie wyrzucić ją na śmietnik kiedy już nastąpi tu generalny remont. A przecież tak jej nie lubiłam :-)
Życzę miłego wieczoru :-)
croak :-*
Czy czasami nachodzi Was ochota na to, żeby zmienić lub odświeżyć coś w swoim mieszkaniu? Nie możecie patrzeć na swoje meble, a w danej chwili nie dysponujecie odpowiednią ilością funduszy aby wymienić je na nowe? Powodów aby złapać za wałek może być wiele...
Poruszam ten temat dlatego, że sama kiedyś szukałam wskazówek odnośnie malowania mebli w internecie. Mam nadzieję, że mój post dla wielu z Was okaże się pomocny :-)
Jakiś czas temu postanowiłam przemalować swoją starą meblościankę. I nie zdecydowałam się na taki krok dlatego, że mam do niej sentyment... Razem z KN wprowadziliśmy się do mieszkania, w którym mieszkała jego babcia. W porządny remont nie opłaca nam się na razie inwestować, ponieważ lada chwila w bloku będzie wymieniana calutka instalacja wodna. Wszystko będzie przewrócone do góry nogami, po co więc wbijać się w koszta skoro po całej tej imprezie czekałby nas kolejny remont? Wszystko fajnie, ale po jakimś czasie miałam już dość widoku okropnych, połyskujących tapet i meblościanki, która jest już chyba w moim wieku...
Najchętniej widziałabym tu jak najmniej mebli, jednak przy tak małej powierzchni pozostanie to w strefie moich marzeń. Miałam więc do wyboru albo nauczyć się żyć z tym co mam przed oczami, albo wziąć się do pracy i sprawić, że nie będzie mnie to dłużej dręczyć swoją brzydotą.
Tak wygląda efekt końcowy mojej pracy, ale zacznijmy od początku.
Z czeluści dysku twardego wygrzebałam zdjęcie robione telefonem w trakcie pracy. Pozwoli mi ono zobrazować Wam "piękno" tego mebla:
![]() |
| Tu zaczęłam już oklejanie powierzchni bocznych i blatów |
Meblościanka, którą widzicie nie ma wiele wspólnego z drewnem :-) Zbudowana jest z płyt wiórowych, pokrytych okleiną we wzór drewnopodobny. Czy takie coś da się w ogóle pomalować? Jak najbardziej! Wystarczy tylko odpowiednio przygotować powierzchnię, czyli zeszlifować i porządnie odtłuścić. Gdyby nie te listewki na frontach sprawa byłaby bajecznie prosta. Wystarczyłoby zainstalować odpowiednią nakładkę na wiertarkę i sam proces trwałby o wiele krócej. Niestety w tym przypadku musiałam zaopatrzyć się w gąbeczki ścierne (koszt takiej gąbeczki to 3-4 zł). Pozwoliło to na dotarcie do licznych żłobień. Był to chyba najbardziej męczący etap zabawy.
Nie trzeba ścierać całej okleiny (a nawet nie byłoby to wskazane), chodzi tylko o zmatowienie powierzchni. Farba musi się przecież czegoś trzymać. Potem trzeba przemyć wszystko czymś, co pomoże pozbyć się tłuszczu. Ja użyłam w tym celu benzyny ekstrakcyjnej. Należy pamiętać o tym, aby po wytarciu środkiem czyszczącym unikać dotykania powierzchni palcami. Łapki też są przecież tłuste :-) Tak przygotowaną powierzchnię można już malować.
Używałam farby akrylowej dekoral do drewna i metalu. Wybrałam ją ze względu na to, że jest to produkt przeznaczony również do malowania dziecięcych zabawek, a tym samym bezpieczny. Muszę przecież pamiętać o tym, że mam w domu kota, na tyle nieobliczalnego że gotów gryźć nawet meble...
Koszt takiej puszeczki to około 20 zł. Ja zużyłam na całą meblościankę dwie takie puszki, przy malowaniu każdego frontu trzema warstwami.
Dlaczego aż trzema? Dlatego, że malowanie na biało wcale nie jest takie proste. Nie ważne, że kolor wyjściowy nie był ciemny. I tak przebijał przez dwie warstwy.
![]() |
| Dwie warstwy farby |
Farba ta jest dość gęsta, ale i tak namawiam do malowania powierzchni położonych na płasko. Zawsze istnieje ryzyko zacieków, zwłaszcza jeśli położymy zbyt grubą warstwę farby.
Do malowania polecam raczej wałek niż pędzel. Dedykowane są wałki flokowe, nie te z gąbki. Oczywiście w miejscach trudno dostępnych pędzel się przyda, ale i tak należy je potem chociaż raz przewałkować. Pamiętajcie, że każde z tych narzędzi zostawi inną fakturę i różnica może być po wyschnięciu bardzo widoczna (wałek robi coś na kształt skórki pomarańczowej, pędzel tworzy smugi).
Absolutnie odradzam malowanie powierzchni poziomych. Jest to zupełnie niepraktyczne, farba akrylowa nie jest nieścieralna. Tam gdzie przesuwamy czy ustawiamy różne przedmioty szybko może wystąpić odprysk. Dlatego do takich właśnie powierzchni (również wszelkich boków - z czystego lenistwa) wybrałam okleinę. Udało mi się dostać białą okleinę z fakturą drewna. Efekt jest świetny :-) A i robota idzie szybciej, nie trzeba matowić :-) Koszt okleiny, w zależności od jej wymiarów to jakieś 11-15 zł za metr bieżący.
Tak to wyglądało po ukończeniu pracy. Może ta meblościanka nie jest szczytem moich wnętrzarskich marzeń, ale wygląda o niebo lepiej niż na początku :-)
Nad uchwytami długo się zastanawiałam. Chciałam wymienić je na białe, porcelanowe. Jednak zrezygnowałam i zostawiłam stare, drewniane. Biel przecież też ma wiele odcieni. Gdyby się choć trochę różniły wyglądałoby to kiepsko...
Kolejną przeszkodą były szyby. No bo co tu zrobić, kiedy nie mamy w domu witryn pokazowych a szafki służą nam jedynie do przechowywania rzeczy, które niekoniecznie będą się dobrze prezentować światu zza szyby? No pewnie, okleina :-) Początkowo chciałam turkusową. Odkryłam jednak, że szyby nie wiedzieć czemu różnią się odcieniem między sobą i wyszłaby mi cała gama odcieni turkusu obok siebie. Musiałam zmienić koncepcję. Postanowiłam więc zakleić je czarną okleiną, tu nie musiałam się martwić różnymi odcieniami a zestawienie bieli z czernią zawsze wygląda dobrze.
W ostatniej chwili przyszedł mi do głowy pomysł na wykorzystanie resztek białej okleiny. Pocięłam ją na cienkie paseczki i wykleiłam z nich takie oto wzory. Czarna okleina posłużyła za tło.
Z efektów jestem bardzo zadowolona. Biała meblościanka bardzo rozjaśniła pomieszczenie, a geometryczne zwierzęta na czarnym tle sprawiły, że jest ciekawie i minimalistycznie :-)
Przyznam, że ciężko mi będzie wyrzucić ją na śmietnik kiedy już nastąpi tu generalny remont. A przecież tak jej nie lubiłam :-)
Życzę miłego wieczoru :-)
croak :-*
piątek, 11 września 2015
W co gram #2 - Machinarium - gra doskonała
Cześć!
Mamy piątek, a więc czas żeby przedstawić Wam kolejną z gier. Powiem szczerze, że nie mogłam się już doczekać kiedy o niej napiszę.
Machinarium od Amanita Design to jedna z tych gier, która pochłonęła mnie całkowicie i spodobała mi się tak bardzo, że przeszłam ją już chyba 10 razy. I to wcale nie po to, żeby zdobyć wszystkie achievementy...
Gra ta jest po prostu absolutnie doskonała! Mało tego, jest to jedna z pierwszych gier na PC jakie dotknęłam, więc nie byłam łatwym graczem do rozkochania. Wcześniej praktycznie nie miałam nic do czynienia z grami na PC, można nawet powiedzieć że byłam sceptycznie do nich nastawiona. Po zupełnej utracie głowy dla tego tytułu wszystko uległo zmianie.
Najpierw doświadczyłam jej kilka razy na pc. To przygoda, do której po prostu chce się wracać żeby jeszcze raz ją przeżyć. Po jakimś czasie gra wyszła też na komórki, co zaowocowało zwiększeniem liczby jej przejść na moim liczniku.
To może troszkę o samej grze. Jest to przygodówka point-n-click. Głównym bohaterem jest tu robot Josef, który przemierza świat zrobiony z metalu, chcąc odnaleźć i uratować swoją ukochaną Bertę z opresji.
Oprawa gry jest po prostu przepiękna. Grafika zapiera dech w piersi, popatrzcie sami.
Jeżeli chodzi o muzykę z gry...do dziś jest ona jednym z najczęściej włączanych przeze mnie i KN soundtracków do snu. Tak, zasypiamy przy muzyce :-)
Podczas rozgrywki trzeba rozwiązać mnóstwo łamigłówek. I uwierzcie mi, niektóre z nich wcale nie są łatwe. Dostęp do hinta też nie jest prosty. Najpierw trzeba przebrnąć przez mini-gierkę, żeby go odblokować (minus dla leniwych).
Nie pozostaje mi nic innego jak gorąco polecić wszystkim ten tytuł, podobnie jak wszystkie inne tytuły Amanita Design, o których na pewno będę się jeszcze rozpisywać w piątkowym bloku z grami.
Dla zaciekawionych podaję linka do strony twórców tutaj. Prócz gier znajdziecie tam również sklepik online, w którym można zakupić takie oto maskotki.
Nie muszę chyba dodawać, że kiedyś te cudeńka zamieszkają na mojej półce? :-)
Do Machinarium sama nie raz jeszcze powrócę, a główny bohater jest już na liście planowanych wzorów na tatuaż :-)
Życzę miłego wieczoru :-)
croak :-*
Mamy piątek, a więc czas żeby przedstawić Wam kolejną z gier. Powiem szczerze, że nie mogłam się już doczekać kiedy o niej napiszę.
Machinarium od Amanita Design to jedna z tych gier, która pochłonęła mnie całkowicie i spodobała mi się tak bardzo, że przeszłam ją już chyba 10 razy. I to wcale nie po to, żeby zdobyć wszystkie achievementy...
![]() |
| źródło foto |
Gra ta jest po prostu absolutnie doskonała! Mało tego, jest to jedna z pierwszych gier na PC jakie dotknęłam, więc nie byłam łatwym graczem do rozkochania. Wcześniej praktycznie nie miałam nic do czynienia z grami na PC, można nawet powiedzieć że byłam sceptycznie do nich nastawiona. Po zupełnej utracie głowy dla tego tytułu wszystko uległo zmianie.
Najpierw doświadczyłam jej kilka razy na pc. To przygoda, do której po prostu chce się wracać żeby jeszcze raz ją przeżyć. Po jakimś czasie gra wyszła też na komórki, co zaowocowało zwiększeniem liczby jej przejść na moim liczniku.
To może troszkę o samej grze. Jest to przygodówka point-n-click. Głównym bohaterem jest tu robot Josef, który przemierza świat zrobiony z metalu, chcąc odnaleźć i uratować swoją ukochaną Bertę z opresji.
Oprawa gry jest po prostu przepiękna. Grafika zapiera dech w piersi, popatrzcie sami.
![]() |
| źródło foto |
![]() |
| źródło foto |
![]() |
| źródło foto |
![]() |
| źródło foto |
Podczas rozgrywki trzeba rozwiązać mnóstwo łamigłówek. I uwierzcie mi, niektóre z nich wcale nie są łatwe. Dostęp do hinta też nie jest prosty. Najpierw trzeba przebrnąć przez mini-gierkę, żeby go odblokować (minus dla leniwych).
Nie pozostaje mi nic innego jak gorąco polecić wszystkim ten tytuł, podobnie jak wszystkie inne tytuły Amanita Design, o których na pewno będę się jeszcze rozpisywać w piątkowym bloku z grami.
Dla zaciekawionych podaję linka do strony twórców tutaj. Prócz gier znajdziecie tam również sklepik online, w którym można zakupić takie oto maskotki.
![]() |
| źródło foto |
![]() |
| źródło foto |
Nie muszę chyba dodawać, że kiedyś te cudeńka zamieszkają na mojej półce? :-)
Do Machinarium sama nie raz jeszcze powrócę, a główny bohater jest już na liście planowanych wzorów na tatuaż :-)
Życzę miłego wieczoru :-)
croak :-*
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)


























































