Utrzymana w klimacie baśniowym z elementami horroru, gra ta jest luźną adaptacją Baśni o Sześciu Łabędziach braci Grimm.
Wcielamy się w postać uzdrowicielki, która zostaje wezwana do Orlej Stanicy w celu zbadania stanu zdrowia królowej.
O co chodzi z łabędziami? Kim jest czarny łabędź? Jakie tajemnice skrywa rodzina królewska? Tego musicie dowiedzieć się już sami. Od siebie powiem tylko, że fabuła gry jest niezwykle wciągająca i zaskakująca.
Czeka tu na nas 23 mini gier logicznych i 12 scen hidden object. Sceny HO są tu głównie obrazkowe. Może w czterech z nich, szukane przedmioty zapisane były słownie.
W trakcie rozgrywki, dostajemy do pomocy kilka dodatkowych postaci. Przeważnie w grach od Artifex Mundi jest to jedna postać przez cały czas gry. Tu wprowadzono zmiany i takich pomocników mamy kolejno 3.
Nie zabrakło tu również stałych elementów gier od tego producenta. Oprócz oczywistych gier logicznych i scen HO, mamy tu również moje ulubione sceny z przygotowaniem mikstury.
Mimo bardzo barwnej i przyjemnej oprawy graficznej i muzycznej, nie uważam, aby była to gra odpowiednia dla najmłodszych graczy. Raz, że mamy jakby nie patrzeć do czynienia z elementami horroru, dwa że w tym tytule nieraz spotkamy się z krwią i ze śmiercią jakiegoś bohatera. Sami też będziemy musieli pozbawić życia jakąś istotę.
Podsumowując, Czarny Łabędź to jak najbardziej gra warta poświęcenia jej tych 2-3 godzin czasu. Niezwykle przyjemna i wciągająca, niezbyt wymagająca (ze względu na łatwy poziom gier logicznych), będzie idealnym sposobem na rozluźnienie i odstresowanie. Gorąco ją Wam polecam i odsyłam na stronę producenta tutaj, bądź na stronę platformy Steam tutaj. Dla zwolenników gier na Androidzie dobra wiadomość - gra dostępna jest również w Sklepie Play :-)
Na dziś to już wszystko. Życzę Wam udanego weekendu i do zobaczenia w poniedziałek :-)
croak :-*
W Szczecinie jest takie miejsce, gdzie kwitnie 99 odmian róż. Do lat 70 było to miejsce odpoczynku Szczecinian. Popadło w ruinę i zostało odbudowane w latach 2006-2007.
"Różanka" mieści się kawałek za Parkiem Kasprowicza. Dla mnie jest to stosunkowo niedaleko, więc często udaję się tam przy sprzyjającej pogodzie. Tak było kilka dni temu. Pogoda była przepiękna, postanowiłam więc pójść tam i sprawdzić, czy ogród różany jest już kolorowy od kwiatów.
Ani jednej róży, za to mnóstwo innych. Postanowiłam pobawić się trochę szkłem do makro fotografii i oto co mi wyszło.
W czasach prehistorycznych, kiedy byłam mała, oglądałam taką kreskówkę, którą pamiętam do dziś. Była tam myszka Mickey, która jakimś cudem została pomniejszona do rozmiarów owada. Jakoś w momentach, kiedy wyciągam swoje ulubione obecnie szkło, czuję się jak Mickey właśnie. Mam wrażenie, że jestem wielkości co najwyżej mrówki, a otaczająca mnie trawa sięga nieba.
A co powiecie na taki post-apokaliptyczny obraz z biedronką?
W pierwszej chwili myślałam, że tam po prostu siedzi. Dopiero na zbliżeniu okazało się, że z biedronki został już chyba tylko pancerzyk.
Zrobiłam też kilka zdjęć tych malutkich, fioletowych kwiatków.
Zabawa szkłem makro jest o tyle fajna, że na takich zdjęciach wszystko wychodzi świetnie. Nie wiem jak Wam, ale mi nawet te zdjęcia bardzo się spodobały.
Żeby pokazać Wam jak o tej porze roku wygląda nasz ogród różany, zrobiłam też kilka zdjęć bez użycia konwertera.
Jeśli są mało imponujące, poczekajcie, aż zakwitną róże. Obiecuję, że wybiorę się tam wtedy i porobię dla Was zdjęcia. Tymczasem popatrzcie na to piękne drzewo :-)
Dziś ostatni post z serii Nowe Zoo, a w nim zobaczycie kilka ssaków drapieżnych :-)
Pierwszy z nich, to ogromny, przepiękny ryś!
Ten wielki kot leżał sobie leniwie jakby nigdy nic, w dobrze widocznej części swojego wybiegu. Mogłam spokojnie podejść z aparatem, nawet nie chciało mu się ruszyć z miejsca :-)
Nie potrafię Wam zdjęciami pokazać rozmiarów tego pięknego kota. Jego łapa była wielkości mojej (a należę do osób obdarzonych wielkimi łapami...), a cały przystojniak mierzył mniej więcej tyle, co pies rasy olbrzymiej.
Drugim drapieżnikiem, jakiego dziś Wam pokażę jest niezwykle rzadki i ciężki do obserwacji jaguarundi. Tak, jaguarundi... a ja nazwałam go jaguarek :-)
Dlaczego jaguarek? A bo osobnik ten nie był większy od mojej Luny! :-D Nie wyobrażacie sobie jak komicznie to wyglądało. Budowę ciała ma raczej bardziej groźną, niż nasze podwórkowe. W końcu jest mini - pumą. Jego okrągła głowa z małymi uszami wzbudza strach, a dźwięki jakie wydaje, przypominają skrzek dzikich kotów, wielkości co najmniej kilkunastu kotów domowych, nie tak małych jak jaguarundi.
Na tabliczce wyczytałam, że jest to zwierzę jeszcze niezbadane dokładnie. Ciężko jest zaobserwować jego zwyczaje i generalnie ciężko jest w ogóle go zobaczyć. Wygląda na to, że tego dnia miałam szczęście. Samiec jaguarundi chodził po całym wybiegu rycząc groźnie i wydaje mi się, że znaczył uparcie teren.
Kolejnym słodkim drapieżnikiem na dziś jest kuna żółtogardła.
To dopiero energiczne zwierzęta. Pół sekundy nie ustały w miejscu :-) Dlatego większość zdjęć, jakie im zrobiłam wyszły do niczego.
Ten słodziak jest największą kuną z rodziny łasz. Czy wiecie, że polując w grupie jest w stanie powalić nawet młodego jelenia? Żeby przekonać Was do tego, jak groźne jest to zwierzę, pokażę Wam jak wygląda ziewając ;-)
Tego dnia udało mi się również zobaczyć przelotem śpiące otocjony:
oraz ostronosa białonosego:
Dodam jeszcze, że poznańskie Nowe Zoo oferuje możliwość wirtualnej adopcji wybranego zwierzęcia. Przy wybranym osobniku widnieje tabliczka z osobą (bądź firmą), która go adoptowała. I nie wspominam o tym w ramach jakiegoś dziwnego ludzkiego widzimisię (adoptowałem żyrafę...fajnie), ale o realnej możliwości zarabiania na te zwierzęta, poprawienie warunków w jakich żyją i jak sądzę, pokrycie kosztów weterynaryjnych. Wszystkim się wydaje, że zoo stoi i fajnie, bo można raz w życiu tam pójść. Niestety, żyją tam zwierzęta, które jak wszystkie inne wymagają odpowiedniej (a przede wszystkim stałej) opieki i nie można liczyć na to, że ogród utrzyma się jedynie z biletów. Gdybyście przypadkiem byli zainteresowani taką formą pomocy, linka macie tutaj. Pod podanym adresem znajdziecie również wykaz zwierząt czekających na adopcję :-)
Piosenka na dziś: Sorry Boys - "Phoenix"
Na dziś to wszystko :-) Życzę Wam miłego wieczoru i do zobaczenia jutro :-)
croak :-*
Coś słabo mi idzie wyszukiwanie dobrych filmów. Wydawało się, że zaledwie 50 to bułka z masłem, a jednak... Od ostatniego posta "50 dobrych filmów" minęło już nie wiem ile czasu. Mamy maj, a ja nadal nie dotarłam nawet do połowy celowanej cyfry. Czyżby miało się nie udać?
Ostatnio wzięło mnie na filmy z Gyllenhaal'em. I dobrze, bo koleś najwyraźniej w kaszanach się nie pojawia. Nightcrawler to jeden z tytułów, które to potwierdzają.
Nie wiecie nawet ile energii kosztowało mnie przestawienie się na najnowszy typ Jamesa Bonda. Mniej elegancki niż zwykle (w przeciwieństwie do chyba wszystkich swoich poprzedników), bardziej męski i generalnie...inny po prostu. Taki obraz 007 średnio do mnie przemawiał, aż w końcu pękłam. Teraz inny Bond niż blond przystojniak Daniel Craig, nie ma dla mnie racji bytu :-)
Clint Eastwood jest genialny jako aktor, reżyser i wszystko, co sobie tylko wymyśli. Nie rozumiem, dlaczego czekałam aż 12 lat, żeby obejrzeć ten film. Doskonały pod każdym względem, niezwykle wzruszający, po prostu o marzeniach.
Kiedyś wspominałam o tym, że chciałabym zrobić idealne zdjęcie wody. To może nie należy do perfekcyjnych ujęć, ale wierzę, że będzie tylko lepiej :-)
Dzień 112
Wiem, ta kompozycja (że tak powiem) tyłka nie urywa, ale ja tak bardzo lubię kiedy jest zielono :-)
Dzień 113
Tego dnia wybrałam się w miejsce, które kryje w sobie więcej malunków, niż się spodziewałam. Dlatego zasługuje na osobny materiał. Dziś tylko zajawka.
Dzień 114
Wszystko może dobrze wyglądać na zdjęciu. Nawet plasterek suszonego jabłka :-)
Dzień 115
Wszędzie gęsto od kwiatów. To drzewo dosłownie się ugina! :-)
Dzień 116
Dłuższą chwilę przemieszczałam się po okolicy w poszukiwaniu czegokolwiek, jakiejś najmniejszej inspiracji. Znalazłam - mlecz.
Dzień 117
Paskudna pogoda była tego dnia. Szaro i mokro, nie przestawało padać ani na chwilę. Z tej okazji zdjęcie z okna, a na nim gołębie, próbujące przeczekać deszcz na...czubku drzewa???
Dzień 118
Konieczność pojawienia się tego dnia na dzielnicy Pogodno, zaowocowała spacerem w poszukiwaniu starych pałacyków. Nie mogę oderwać oczu od tamtejszych budowli, po prostu nie mogę :-)
Dzień 119
Widok spod drzewa - błękitne niebo i kwiaty. Są takie chwile, kiedy nie potrzebuję niczego więcej.
Dzień 120
Przepyszny obiad w pobliskiej włoskiej restauracji, a na stole aromatyczna bazylia. Słowo daję, mogłabym się tymi liśćmi smarować cała, tak bardzo kocham ich zapach! :-)
Dzień 121
Ktoś chyba zrobił coś z oświetleniem przy wejściu do hali sportowej. Nie przypominam sobie, żeby zawsze było tam tak klimatycznie zielono.
Dzień 122
Bardzo przyjemny spacer w świetnym towarzystwie, przepiękna pogoda, las i jezioro. Doskonały dzień :-)
Dzień 123
Pogoda znów dziś nas rozpieszcza :-) Przeszłam się na różankę, żeby sprawdzić, czy zrobiło się tam już kolorowo. Zrobiło, ale nie od róż. Postanowiłam poszlifować makro na owadach i malutkich kwiatkach :-)