wtorek, 6 grudnia 2016

Opuszczone prosektorium part2

Cześć!

   Dziś zgodnie z obietnicą zabieram Was do wnętrza opuszczonego prosektorium.


Od razu uprzedzam, że jakoś zdjęć nie będzie najlepsza, będzie sporo grubego ziarna. Obiekt jest w środku absolutnie nieoświetlony, a zdjęcia z lampą błyskową jakoś nie oddają klimatu, jaki tam panuje. To, co dziś zobaczycie, to dokładnie taki obraz, jaki widziałam podświetlając sobie drogę latarką.




No dobra, dwiema latarkami. Chyba nie myślicie, że weszłabym tam sama :-D




Chętnym do zwiedzania radzę założyć jakieś buty, które zamierzacie zaraz wyrzucić. Albo kalosze... Wszędzie pełno jest śmieci, szkła, gruzu i metalowych elementów.





Przyznacie, że da się tu nakręcić niezły horror? Opuszczone placówki medyczne mają ogromny urok - z jednej strony ciekawe, z drugiej niesamowicie przerażające (chyba że ktoś nigdy żadnego horroru w życiu nie widział). Jednym z elementów, który wywarł tu na mnie największe wrażenie był stół. Takich stołów znajdziemy w kaplicy sporo, ale ten akurat tworzy wraz z pomalowaną ścianą niesamowitą scenerię.


I to, co chciałam koniecznie zobaczyć od środka - okrągłe okienka. Sami zobaczcie jaka jest różnica, kiedy zrobiłam zdjęcie z lampą:


A kiedy zdjęcia robiłam bez lampy:





To, co sprawia w środku, że po plecach przechodzą ciarki, to...zamurowane otwory. Wyobraźnia zaczyna działać :-)




Mimo dreszczy dochodzę do wniosku, że miejsce to idealnie nadaje się na...dom :-) Jest doskonale położone, na skraju parku, blisko centrum miasta, w środku jest naprawdę dużo przestrzeni, no i to piętro z okrągłymi okienkami - bajka :-) Wystarczy tylko porządnie wziąć się tu do roboty.






Jest jednak fragment budynku, który odpuściłam sobie przy zwiedzaniu.


To wejście w suficie prowadzące na poddasze. O nie, nie ma nawet mowy. Za dużo horrorów :-)
Nie weszłam również do piwnicy, która również została "otwarta" dla ciekawskich po drugiej stronie budynku. Jedynie zajrzałam tam obiektywem i jak dla mnie wystarczy :-)



   Piosenka na dziś: Pink Floyd - "On The Turning Away"


   Na dziś to wszystko, życzę udanego dnia :-)
croak :-*

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Opuszczone prosektorium part1

Cześć!

   Dziś mam dla Was coś wyjątkowego. Jakiś czas temu wybrałam się do starego, opuszczonego prosektorium.


W tym poście zobaczycie jedynie zdjęcia z zewnątrz. Jutro natomiast pokażę Wam jak jest w środku (tak, nie wolno tam wchodzić).

Prosektorium, a właściwie neoromańska kaplica, została zbudowana w 1900 roku, w miejscu gdzie wówczas mieścił się cmentarz przy ul. Chopina, obecnie park. Funkcjonowała do początku II wojny światowej, natomiast w latach 60 przejął ją PAM (Pomorska Akademia Medyczna).



Kaplica zaczęła wówczas pełnić funkcję prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej, a w roku 2001 została opuszczona. Żaden z pomysłów na adaptację obiektu nie doczekał się realizacji i do tej pory budynek stoi pusty, z zamurowanymi wszystkimi wejściami.


W okrągłych oknach pierwotnie były ceramiczne rozety. Dziś wygląda to tak.



I przyznaję, że to właśnie nie fakt, że znajdowało się tu prosektorium (co czyni z kaplicy pożądany opuszczony obiekt medyczny), a właśnie te okrągłe okna sprawiły, że chciałam obejrzeć to miejsce od środka. Jest to możliwe, dzięki ciekawskim grupom ludzi, którzy namiętnie takie opuszczone lokacje odwiedzają. Co wejście zostaje zamurowane, za jakiś czas znów tworzy się kolejne.


Do środka zabiorę Was jutro, dziś chciałam jeszcze pokazać zwieńczenie kopuły, które z czymś mi się kojarzy...



Czy to nie przypadkiem w Egzorcyście jeden z bohaterów zostaje nadziany na coś takiego? Nie mogę sobie przypomnieć :-/


   Piosenka na dziś: David Bowie i Pat Metheny - "This Is Not America"




   Na dziś to wszystko, do zobaczenia jutro wewnątrz opuszczonego prosektorium, o ile się nie boicie :-)
croak :-*

piątek, 2 grudnia 2016

W co gram #66 - Namariel Legends: Iron Lord

Cześć!

   Dziś kolejna gra i zaczynam sobie uświadamiać, że chyba dużo gram ;-) Tym razem przeniesiemy się do królestwa Namariel.

źródło foto
Kiedy instalowałam Namariel Legends, byłam przekonana że gra należy do gatunku HOPA. Co śmieszne, dopiero po przejściu 3/4 gry zorientowałam się, że czegoś tu brakuje. HOPA bez scen hidden object? Tak :-) Namariel Legends to przygodówka, utrzymana w stylistyce gier HOPA, jednak pozbawiona samych scen z ukrytymi obiektami :-)

źródło foto

Przenosimy się tu do bajkowego świata, zaatakowanego przez Iron Lorda. Nasz wuj - wynalazca - zostaje przez niego porwany i zmuszany do oddawania swoich pomysłów podłemu lordowi, które ten zamierza wykorzystać w przejęciu władzy. Towarzyszy nam robot zbudowany niegdyś przez wuja. To dzięki niemu możemy się dostać do miejsc, do których normalnie nie mielibyśmy dostępu. 
źródło foto
źródło foto
źródło foto
źródło foto
W grze napotykamy dużo innych robotów, stanowiących armię Iron Lorda, oraz różne dziwne istoty zamieszkujące krainę Namariel.

źródło foto
źródło foto
źródło foto
Zagadki są tu na średnim poziomie, wprawny gracz poradzi sobie z nimi bez problemu. 

źródło foto
źródło foto
źródło foto
Oprawa muzyczna to kilka zapętlonych ścieżek, które skądś już znam, jednak nie przeszkadzało mi to, bo w tle rozgrywki słucha się ich bardzo przyjemnie. Grafika nie powala, ale jest w porządku.
Klimat gry z jednej strony jest bardzo baśniowy, z drugiej mocno steam punkowy. Podoba mi się takie połączenie. Dla zbieraczy jest kolekcja achievementów do zdobycia, a w wersji premium dodatkowa przygoda, która zostaje odblokowana po przejściu podstawowej. Dodatkowo w zakładce extras w menu głównym możecie znaleźć pliki muzyczne, śliczne wygaszacze ekranu i tapety.

źródło foto
źródło foto
Oprócz dziennika, inwentarzu, latającego robota i przycisku "hint" mamy tu do dyspozycji również urządzenie, które pozwala nam czytać myśli istot, które nie potrafią się z nami porozumieć. Bardzo ciekawy pomysł twórców :-)

Podsumowując - Namariel Legends to tytuł niewiele wymagający i odpowiedni na zimne wieczory :-) Zdecydowanie mogę go polecić każdemu, kto lubi wciągające przygodówki :-) Link do gry w sklepie Steam znajdziecie tutaj.

   Na dziś to wszystko, życzę udanego weekendu i do zobaczenia.
croak :-*


czwartek, 1 grudnia 2016

50 dobrych filmów: 39-44

Cześć!

   Dziś mam dla Was kilka kolejnych tytułów do zestawienia 50 dobrych filmów, jakie obejrzałam w tym roku. Mamy już grudzień. Troszkę bałam się, że nie osiągnę wyznaczonego sobie celu, ale już dziś widzę, że spokojnie dobiję do 50 tytułów (zwłaszcza, że kolejne mam na oku).

As Above So Below (2014)

źródło foto
Bardzo fajny tytuł dla wielbicieli takich filmów, jak "The Descent". Akcja rozgrywa się w klimatycznych podziemiach Paryża (sądząc po zdjęciach, w tych prawdziwych). Uczucie błądzenia, klaustrofobiczne korytarze, panika - dzięki takim elementom film trzyma w napięciu do samego końca. Z chęcią obejrzę go nawet ponownie za jakiś czas.

Ouija: Origin Of Evil (2016)

źródło foto
Tematyka horroru jest zwykle elementem przesądzającym kwestię, czy dany film zaliczam do dobrych czy złych. Zwyczajnie nie przepadam za slasherami. Jeśli historia jednak opowiada o duchach, czy opętaniu, z automatu ma u mnie plus (może dlatego, że na hasło duch, mój próg strachu stanowczo się obniża). A ten tytuł jest jeszcze na dodatek zwyczajnie dobrą produkcją. Polecam :-)

Hush (2016)

źródło foto
Dla odmiany thiller (bo już myślałam, że w dzisiejszym zestawieniu będą głównie horrory). Historia młodej głuchoniemej pisarki, która musi stoczyć walkę na śmierć i życie z zamaskowanym prześladowcą. Bardzo lubię thillery, pod warunkiem że są dobre i odpowiednio trzymają w napięciu. Ten zdecydowanie do takich się zalicza :-)

Nothing Left To Fear (2013)

źródło foto
Film, który moim zdaniem nie zasłużył sobie na tak niską ocenę na IMDB (4,4). Klasyk gatunku - porządna rodzina, przeprowadzka do małej miejscowości, tubylcy składający ofiarę jakiemuś demonowi... Taki trochę The Wicker Man, ale nie do końca. Trochę jak w teledysku "Burn The Witch" rewelacyjnej grupy Radiohead, ale też nie do końca... Jedyna wada to to, że niczym nie zaskakuje, jednak gra aktorska i samo wykonanie zasługuje na zdecydowanie wyższą ocenę.

Osobliwy Dom Pani Peregrine (2016)

źródło foto
Po tym tytule spodziewałam się od początku, że będzie doskonały. Nie pomyliłam się - oglądałam jak dziecko, szczęką zamiatając podłogę i ograniczając mruganie do niezbędnego minimum, aby tylko nie wyschły mi oczy. Świetna historia, świetne efekty, świetna gra. Burton w czystej postaci.

Hardcore Henry (2015)

źródło foto
Absolutny hit na koniec - Hardcore Henry. Film, który nie rozumiem dlaczego obejrzałam dopiero teraz, bo przecież o tym że wyjdzie wiedziałam już dawno temu (zrozumcie, po prostu każda komórka mojego ciała kocha Sharlto Copley'a). Troszkę na początku drażniła mnie perspektywa, bo cały film wygląda jak pierwsza lepsza gra FPS, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłam. Brutalny, krwawy i wulgarny, a Sharlto Copley udowodnił mi kolejny raz, że gra tylko i wyłącznie w dobrych produkcjach. Polecam, podobnie jak każdy film z Copley'em :-)

   Piosenka na dziś: Radiohead - "Burn The Witch"




   Na dziś to wszystko, zapraszam jutro :-)
croak :-*