poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Nowe Zoo part1

Cześć!

   Pamiętacie, jak ostatnio mówiłam, że koniec postów o Poznaniu? Kłamałam :-P Zapomniałam, że mam przecież bardzo obszerny folder zdjęć z zoo.
Tak, wiem że zaraz zacznie się lincz. Być może już w myślach niektórzy z Was zaczęli mnie przeklinać. Dlaczego zoo? Niewola? Nieszczęście zwierząt? Nie, nie uważam tak. Popatrzcie na przykład mieszkających tu niedźwiedzi. W zeszłym roku nie udało mi się ich zobaczyć, ale cóż, ciężko wymagać od misia doświadczonego przez los, aby był skory do pokazywania się. Mieszkały tu 2 niedźwiedzie, odebrane z cyrku. Użyłam czasu przeszłego, gdyż w zeszłym roku jeden z nich (bodajże Borys) został poddany eutanazji. Dlaczego? Dlatego, że całe życie spędził w ciasnej klatce i końcówkę swojego żywota cierpiał ogromnie. Bóle zwyrodniałych stawów nie pozwalały mu już normalnie egzystować, a leki przestały działać. Powiedzcie mi teraz przeciwnicy zoo, gdzie mają podziać się zwierzęta, odebrane np. z cyrków, czy "unikatowych kolekcji" jakichś chorych na głowę ludzi? Te, które nie znają nic innego, oprócz klatek i betonu? Jak wypuścić takie (jak by nie spojrzeć upośledzone) zwierzę na wolność? To przecież pewna śmierć!!!!
Na zoo patrzę więc, jak na azyl dla takich nieszczęść. Nie mówię, że w każdym zoo jest idealnie i nie popieram absolutnie idei robienia żywych wystaw dla ludzi, którzy "chcą sobie popatrzeć". Ale jeśli idę w takie miejsce i widzę osobnika, który żył w niewłaściwych dla siebie warunkach, jest kaleki i nie nadaje się absolutnie do wypuszczenia na wolność, gdyż najzwyczajniej w świecie sobie nie poradzi, a tu ma jak najlepiej stworzone warunki, zbliżone chociaż troszkę do naturalnych, zaspokajające jego najbardziej podstawowe potrzeby, a przede wszystkim stałą opiekę, jestem szczęśliwa, że dobrzy ludzie jeszcze żyją na tym świecie. Serio...
W poznańskim Nowym Zoo ostatnio wiele się dzieje. Odnośnie niedźwiedzi, niedawno zamieszkały tu kolejne 2 niedźwiedzice, matka z córką, odebrane z cyrku oczywiście... Matka trzymana Bóg wie ile lat w niewoli, córka urodzona w niej, nie zaznała nigdy dotyku ziemi trawy pod łapami. Aż do tej pory. Nadal uważacie, że zoo to samo zło?
W najbliższym czasie zamieszka tu jeszcze jeden niedźwiadek - znaleziona w lesie sierota. Nie - misie nie będą trzymane razem. Każdy z nich otrzyma osobny teren i kojec (niedźwiedzie są samotnikami).

   Tak się rozpisałam na początek, a tu zero fotorelacji :-) Od początku więc. W zoo byłam 9 marca. Jak na złość, w nocy spadł śnieg (!!!!) i utrzymał się na trawnikach. I generalnie tego dnia wszystko było jak na złość. Zacznijmy od tego, że samo dostanie się do zoo było już utrudnione. Normalnie można tam dojechać na 2 sposoby - kolejką Maltanką, albo zwyczajnym autobusem, który przystanek ma w pobliżu bramy. A tu zgadnijcie co, Maltanka nie działa o tej porze roku - ok, rozumiem. Ale czy ktoś wytłumaczy mi dlaczego autobus zatrzymał się w połowie drogi, wyrzucając wszystkich zdziwionych pasażerów i zostawiając ich na pastwę losu gdzieś na końcu Poznania? A na pytanie, dlaczego ma skróconą trasę i jak wobec tego dostać się do ogrodu, odpowiadał wzruszaniem ramion?? Chyba jakiś żart! No ale nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała znaleźć w tej sytuacji jakichś pozytywnych stron. Tak więc oto przed Wami trasa Maltanki, przebyta przeze mnie pieszo... w zimnie i śniegu...




Razem z KN szliśmy i szliśmy bez końca. Nie wiem jak długo to trwało, ale ja to tam pół biedy. Co musiał czuć KN, który ani trochę nie przepada za spacerami? A w perspektywie jeszcze wycieczka po całkiem niemałym terenie ogrodu? Serio, zejście całego zajmuje lekko kilka godzin.
No ale jakoś udało się dotrzeć na miejsce.



Jako pierwsze przywitały nas niezwykle wyluzowane foki. Pogoda dla nich chyba optymalna, leniwy dzień, basen z wodą...




Spędziłam przy nich chyba jakieś pół godziny. Nie, nie należę do ludzi, którzy na widok innego zwierzęcia niż kot czy pies, krzyczą wniebogłosy np. foooookaaaaaa! Stałam sobie tam spokojnie, przy brzegu basenu i patrzyłam jak popisują się przede mną, podpływają ukradkiem pod wodą i wypływają gdzieś blisko mnie, jakby chciały powiedzieć "akuku". Przezabawne zwierzęta, ani trochę nie wyglądały na nieszczęśliwe, zniewolone. Gdzieś coś przejechało (pracownicy poruszają się tu czasami jakimiś pojazdami) i jedna z fok wyszła sobie ot tak po prostu z wody. Zastanawiałam się, czy gdyby jej się chciało chociaż trochę bardziej wysilić, czy przelazłaby jakimś cudem przez swój murek.


Przechodząc obok fok, mijając pawilon zwierząt nocnych (z którego żałuję ogromnie, ale zdjęć nie mam żadnych, bo nie świecę zwierzętom lampą po oczach), trafimy do przeogromnej woliery, w której mieszkają orłosępy.  Ten gatunek podlega u nas ścisłej ochronie. Jego wymiary sięgają nawet 125 cm długości ciała, 280 cm rozpiętości skrzydeł i potrafi on ważyć ponad 7 kg. Sporo, jak na ptaka, co? :-)




W kwestii dymorfizmu płciowego, samice są po prostu większe od samców i to by było na tyle różnic. Ptaki te mają woskówkę porośniętą czarnymi piórami, co tworzy "bródkę" :-)





Zdziwiło mnie, kiedy zobaczyłam, że po wolierze poruszają się również inne ptaki. Widziałam na własne oczy spacerującą sobie tam srokę, która potem jak gdyby nigdy nic, wyleciała sobie tą samą szczeliną, którą wleciała. A orłosępy niewzruszone...

   Na całym terenie zoo spotkamy również zwierzęta wolno żyjące. Będą to różnego rodzaju gęsi - dziś pokażę te, które 2 lata temu śledziły mnie po ścieżkach spacerowych i straszyły. Serio, nie wiecie jak one potrafią się panoszyć :-)



Na terenie zoo jest spore jeziorko. Ptaki doskonale się tam odnajdują. W pobliżu są stanowiska z lornetkami, gdybyście chcieli je poobserwować w jak najbardziej naturalnym środowisku.

Na zakończenie dzisiejszego posta portret uroczej małpki. I nie, ona nie jest smutna :-)



   Piosenka na dziś: Pearl Jam - "Even flow".


   Życzę Wam udanego poniedziałku :-)
croak :-*

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza