piątek, 26 sierpnia 2016

W co gram #52 - Morphopolis

Cześć!

   Dziś w piątkowym cyklu - Morphopolis od Micro Marco Games, produkcja, która dosłownie wywaliła mnie z kapci :-)

źródło foto
Przede wszystkim muszę wspomnieć już na samym początku o tym, że Morphopolis stworzyło dwóch kolesi... Tak, zespół składa się z dwóch osób!

źródło foto
Cały czas miałam wrażenie, że grę tą stworzono specjalnie dla mnie. Wszystko za sprawą tego, że chodzi się tu owadem, wchodzi w interakcje z innymi owadami i roślinami. I wszystko wygląda właśnie tak pięknie jak zabrzmiało.

źródło foto
źródło foto
Morphopolis zaliczamy do gatunku gier hidden object z elementami przygodówki. Kursorem myszki prowadzimy naszego protagonistę, który za zadanie ma przeczesać niezwykle kolorowe plansze, odszukać potrzebne przedmioty i rozwiązywać typowe dla takich gier zagadki. Brzmi jak każda HOPA, którą do tej pory opisałam? Otóż przypomina TYLKO jedną z nich.

źródło foto
Mowa tu o Tiny Bang Story, które charakteryzowało się dość specyficzną mechaniką, jak na HOPA (klik). Chodzi mi dokładnie o to, że po kliknięciu w jakiś obiekt na planszy, po lewej stronie wyskakują nam automatycznie okienka z przedmiotem jaki będzie nam tu potrzebny i ilością tego przedmiotu. Szukamy wtedy np. porozrzucanych po kilku planszach płatków kwiatów. Kiedy uzbieramy już odpowiednią ilość, wracamy do obiektu w którym są one niezbędne i tam czeka na nas zagadka. Nie ma jakiegoś inwentarzu, nie ma za bardzo co kombinować, wszystko jest jasne i z góry określone. Nigdzie wcześniej ani później nie spotkałam się z dokładnie taką mechaniką gry, aż do teraz.

źródło foto
źródło foto
Same zagadki są typowe dla tego gatunku gier i raczej niczego odkrywczego tu nie będzie. Przyznaję jednak, że poziom puzzli rośnie dość szybko i jedna z ostatnich zajęła mi aż pół godziny (a cała gra około 1,5).

źródło foto
Króciutko, bo gra składa się z 5 poziomów, każdy podzielony na kilka plansz (pierwszy poziom nawet składa się z tylko 1 planszy). Uwierzcie mi, to jednak wystarczy aby się zakochać w tym tytule. Zwłaszcza jeśli kocha się insekty :-)

źródło foto
źródło foto
Oprawę graficzną można określić jako coś między komiskową, a snem schizofrenika, który dodatkowo najadł się halucynogennych grzybów. To jednak postrzegam jako plus tego tytułu. Te przedziwne rysunki, na przemian kolorowane barwami stonowanymi z przesadnie jaskrawymi, robi tak samo dobre wrażenie jak bajkowa sceneria gier takich jak Tiny Bang Story. Tu jest po prostu inaczej, poważniej, dziwniej. Z resztą, największym dowodem na wysoki poziom wizualny jest wyróżnienie Association of Illustrators Awards w 2013 roku.

źródło foto
Oprawa muzyczna do złudzenia przypomina tą z Tiny Bang Story. Wiele elementów tej gry mówi o wielkiej inspiracji tym tytułem. Czytałam również o inspiracjach Machinarium, ale tego osobiście nie zauważyłam. Odniesienia do Tiny Bang Story natomiast widziałam tu niemal na każdym kroku.
Nawet to, że w prawym górnym rogu znajduje się pytajnik, którego po "naładowaniu" możemy użyć w celu uzyskania podpowiedzi.

   Podsumowując, zdecydowanie polecam ten tytuł wszystkim miłośnikom gier HOPA. Grę kupimy już za 99 euro centów (!!!!), co jak dla mnie jest kosmosem. Jak coś, co kosztowało twórców tyle pracy może kosztować 1 euro? Tytuł znajdziecie pod tym linkiem - klik. Jeśli natomiast wolicie grać na telefonie, jest taka możliwość, ale cena znacznie się różni. W Sklepie Play kosztuje ona aż 12,58 zł. Link z grą na system Android znajdziecie tutaj.

   Na dziś to wszystko, życzę Wam udanego weekendu i widzimy się w poniedziałek :-)
croak :-*


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza